„I wtedy Armia Krajowa zdecydowała się na akcję zbrojną, która pod względem finezji chyba nic miała sobie równych.
Warto wiedzieć, że w Grójcu stacjonowały wtedy bataliony Wehrmachtu, Schutzpolizei, żandarmerii wojskowej, Sonderdienst. Gestapo i zwykła policja. Razem około tysiąca świetnie uzbrojonych ludzi. Natomiast dowódca AK, kapitan Dionizy Rusek pseudonim „Halny" postanowił siłami kilkudziesięciu partyzantów odbić więźniów, nie zabijając przy tym ani jednego Niemca, by nie narazić mieszkańców na represje.
Akcja rozpoczęła się wieczorem w miejscowości Łosie, w lesie oddalonym kilka kilometrów od Grójca. Zgromadzone tam oddziały AK pod dowództwem kapitana Jana Zakrzewskiego, ps „Błysk" rozpoczęły ostrą strzelaninę mierząc... Panu Bogu w okno. Kilkanaście razy strzelano też z działek polowych, aby zrobić większy huk.
Pierwszy zareagował Wehrmacht. Samochody pełne żołnierzy udały się do Łosia, by otoczyć partyzantów. Wtedy tamci przenieśli się do innego lasu i strzelali dalej w niebo. Z Grójca wyjeżdżały po kolei wszystkie zbrojne formacje, ponieważ dowództwo doszło do przekonania, że w pobliżu operuje duże zgrupowanie partyzanckie.
Kiedy miasto opustoszało, ludzie „Halnego" przecięli łączność „Caritasu" ze światem. Kilka osób przebranych w niemieckie mundury wtargnęło do wnętrza budynku. Po sterroryzowaniu wartowników i urzędników udało się przechytrzyć również załogę dyżurującą przy ciężkich karabinach maszynowych.“(12)
<<<< Po nerwowej twarzy Hitlera
| - Zanim przyjdzie śmierć >>>>