„W Częstochowie stacjonował podówczas 27. pułk piechoty, oraz 7. pułk artylerii lekkiej. Złożyło się tak, że mecenas znał pewnego majora artylerzystę właśnie z tego 7. pułku.
Wpierw jednak poznał jego żonę, panią Jagusię, która nader podenerwowana zjawiła się przed niecałym rokiem w jego kancelarii adwokackiej. Niemal mdlejąc, jęła wykrzykiwać coś o alimentach, i separacji. Major Łasiborski (jej mąż) zapatrzył się w jakąś porucznikową i dwie noce nie spał w domu. Widziano go, jak wczesnym rankiem wychodził z jej drzwi. Pani Jagusia nie zamierzała pozostać pośmiewiskiem pułkowych dam, ba, całej Częstochowy. Chętnie by wydrapała oczy nie tylko porucznikowej, lecz samej pułkownikowej, która jak na złość z nią się przyjaźni. Wyjechała z Częstochowy, jak stała, nawet bez walizki, bo zdążyła wziąć z sobą na drogę tylko okrągłe pudło, w którym przechowywała swój najdroższy kapelusz — kapelusz w kształcie meksykańskiego sombrera, co obecnie pozostał dla niej jedynym na ziemi obiektem godnym uczuć. Za nic, za nic by się z nim nie rozstała. Zatrzymała się na Mokotowie u szkolnej przyjaciółki, któ ra poradziła jej niezwłocznie udać się do adwokata specjalisty, w tym wypadku właśnie do Grossenberga. Więc przyszła i spodziewa się — „ach, ach, przepraszam, że tak się trzęsę!" — że mecenas pognębi majora, tego dziwkarza! — „przepraszam za wyrażenie, ale tak to przeżywam!" Mimo zdenerwowania pani Jagusia potrafiła dość rzeczowo poza tym dodać, że teść jej ma majątek i dwie cegelnie w kieleckim, więc gdyby synowi jego potrzebne były pieniądze na alimenty — „w takiej a takiej wysokości, panie mecenasie, ani grosza mniej!" — toby wiedział, skąd je dostać. Pani Jagusia dodała także, że chciałaby doprowadzić do tego, by ów teść opuścił swój majątek z torbą żebraka na ramieniu.“(3)


catering warszawa |Performance Marketing |Audi forum